Przejdź do głównej zawartości

Białko a dieta roślinna

Jedna z osób zainteresowanych dietą roślinną, sympatyczka Stowarzyszenia Promocji Zdrowego Stylu Życia - Sięgnij po zdrowie, przysłała do mnie list, wyrażając w nim swoje zaskoczenie treścią, którą przeczytała. Zapytała mnie, co myślę o dołączonym do jej listu artykule TN, który ukazał się w jednym z czasopism poświęconych zdrowiu. Plik otworzyłam, zaczęłam czytać i …własnym oczom wierzyć nie mogłam! Wręcz przerażona stanowiskiem prezentowanym przez TN, przesłałam załącznik do dr. Romana Pawlaka, z którym współpracuję, a który jest specjalistą w dziedzinie żywienia człowieka. Tak się składa, że całkiem niedawno, dr Pawlak wyraził swoją obawę co do zaleceń dietetycznych przekazywanych przez pewne osoby w naszym kraju. Gdy ten przeczytał wywody TN na temat białka, stwierdził, że sprawy nie można tak zostawić, bo zastosowanie się do zaleceń żywieniowych TN może przynieść opłakane konsekwencje. W efekcie naszej dyskusji nad białkiem powstała niniejsza recenzja do artykułu TN.

TN jest lekarzem i propagatorem diety wegańskiej. Rzadko zdarza się spotkać lekarza, który zaleca dietę wegańską. Darzę szacunkiem liczne wypowiedzi TN. Także w poniższym tekście doszukałam się pewnych słuszych wskazówek. Jednak wobec niektórych nie można przejść bezkrytycznie. 

Tekst pisany czarną czcionką stanowi artykuł TN. Czcionką czerwoną naniesiono uwagi recenzenta.

Większość ludzi żywi przekonanie, że białko pochodzenia zwierzęcego jest wyższej jakości niż białko roślinne. Jakość białka związana jest z dostarczaniem odpowiedniej jego ilości i właściwym przyswajaniem niezbędnych aminokwasów. W związku z tym, białko pochodzenia zwierzęcego posiada wyższą jakość. Te nieprawdziwe poglądy wywodzą się z początków XX wieku. W roku 1914 dwóch badaczy - T.B. Osborne i L.B. Mendel - badało zapotrzebowanie na białko u rosnących szczurów. Odkryli oni, że szczury rozwijały się lepiej na białku pochodzenia zwierzęcego niż na białku roślinnym. Badacze przypuszczali, że pożywienie roślinne nie zawierało wystarczającej ilości aminokwasów, niezbędnych dla wzrostu szczurów. Tak więc, pokutujące do dziś twierdzenie, Już przynajmniej od lat 60-tych wiadomo, że osoby odżywiające się tylko produktami roślinnymi spożywają wystarczająca ilość aminokwasów pochodzących z różnych produktów, że białko roślinne nie zawiera pewnych niezbędnych dla człowieka aminokwasów egzogennych, oparte było na przesłankach wynikających z badań nad wymaganiami białkowymi szczurów. Nawiasem mówiąc, w tamtych latach nikt nie wiedział o istnieniu ani aminokwasów egzogennych, ani nie znał zapotrzebowania na białko u człowieka. Dziś wiadomo, że pszenica, ryż czy ziemniaki nie zaspokajają zapotrzebowania na białko u szczura, jednak dla człowieka każda z tych roślin może być wyłącznym źródłem białka i nie spowoduje niedoboru aminokwasów egzogennych To twierdzenie nie tylko nie ma potwierdzenia w żadnych badaniach naukowych, ale może okazać się niebezpieczne w konsekwencji. Prosty przykład: nawet jeśli założymy, że ziemniaki zawierają wszystkie niezbędne aminokwasy we właściwej proporcji, osoba dorosła ważąca 70 kg musiałaby spożywać około 2,5 kg ziemniaków dziennie, żeby dostarczyć odpowiednią ilość białka, przeciwnie - dostarczy ich więcej niż jest to niezbędne nie jest to prawdą! Poza tym dieta i wymagania pokarmowe szczura są inne niż człowieka. Szczury rosną bardzo szybko. Osiągają dojrzałość po 6 miesiącach, człowiek natomiast po 18 latach. Na przykład nowonarodzony szczur potrzebuje o 1000% więcej białka niż niemowlę ludzkie. Mleko ludzkie nie będzie więc podtrzymywało wzrostu szczura. Czy na tej podstawie możemy wyciągnąć wniosek, że mleko ludzkie jest niewłaściwe dla noworodka ludzkiego?

Dopiero w roku 1952 inny badacz, William Rose odkrył, że istnieje 8 egzogennych aminokwasów niezbędnych dla człowieka i ustalił ich minimalne zapotrzebowanie. Następnie podwoił to minimum i określił je jako zalecaną bezpieczną dawkę. Należy podkreślić, że nawet ta podwojona ilość aminokwasów jest bez trudu dostarczana przez dietę wegańską. Ziemniaki, płatki owsiane, pszenica, pomidory, ryż, zapewniają człowiekowi wszystkie niezbędne aminokwasy, nawet jeżeli są jedynym źródłem pożywienia. To jest w 100% nieprawdą. W 100 gramach pomidorów znajduje sie 0,88 grama białka. Oznacza to, że osoba dorosla musiałaby spożyć ponad 6 kg tego produktu, żeby dostarczyć wymaganą dzienną ilość białka. Nie wspomnę o ilości niezbędnych aminokwasów. Badania pokazują, że dzieci rozwijają się prawidłowo, a dorośli zachowują zdrowie i siły, stosując dietę opartą na jednym lub kilku produktach roślinnych proszę podać przypis do chociaż jednego badania, które potwierdzałoby to, co Pan napisał, np. tylko na ziemniakach gdzie i kiedy takie badanie zostało opublikowane?  Fakty te to nie są fakty, to są domyślenia autora, które nie mają żadnego potwierdzenia w literaturze naukowej i świadczą o powierzchownej znajomości tematu przez autora niezbicie dowodzą, że nie jest możliwe ułożenie diety, która zawierałaby niewystarczającą ilość białka, nawet jeżeli jedynym źródłem białka i kalorii jest wąska grupa produktów. Tak więc teoria, że białko roślinne jest niekompletne i brak w nim kilku aminokwasów egzogennych, jest nieprawdziwa, a kładzenie nacisku na łączenie pokarmów w celu uzyskania niezbędnych aminokwasów nie ma uzasadnienia. W rzeczywistości rośliny zawierają aminokwasy egzogenne w prawidłowych dla człowieka proporcjach, bez konieczności specjalnego łączenia ich z produktami pochodzenia zwierzęcego . To, co Pan tu wyżej napisał, nie ma żadnego potwierdzenia w badaniach naukowych, jest wręcz przeciwnie. Ziarna zbóż, fasola, zielone jarzyny są znakomitym źródłem białka i mogą zaspokoić w całości zapotrzebowanie organizmu. Warto byłoby, żeby autor zapoznał się z zawartością białka w wymienionych produktach i zamieścił np. w tabeli ich ilość. Może wtedy zobaczyłby Pan, że to, co tu napisał, nie ma żadnego sensu.

Niedobór białka nie jest problemem. Jest ono jednym z najłatwiej dostępnych składników pokarmowych. To stwierdzenie może być prawdziwe, ale tylko wówczas, gdy ludzie, w tym wegetarianie i weganie, spożywać będą różnorodność składników pokarmowych, w tym zboża, fasole, orzechy, itp., ale nie wtedy, gdy dostarczać będą pełne zapotrzebowanie organizmu na białko tylko z ziemniaków czy pomidorów, jak autor sugeruje. Jeżeli twoje pożywienie dostarcza ci kalorii w odpowiedniej ilości, to na pewno zawiera również wystarczającą ilość białka oraz niezbędnych aminokwasów egzogennych. Problem z białkiem polega raczej na jego nadmiarze, ponieważ w tym wypadku „więcej" nie znaczy „lepiej". Organizm człowieka zużywa naprawdę niewielkie ilości białka, a każdy jego nadmiar przekraczający rzeczywiste potrzeby nie służy naszemu zdrowiu. Przesycone białkiem mięsne posiłki oraz produkty nabiałowe i jajka nie tylko nie są korzystne dla zdrowia, ale stanowią dla niego zagrożenie. W poszukiwaniu optymalnej dla człowieka dziennej porcji białka warto posłuchać samej natury.

Największe zapotrzebowanie na białko pojawia się w okresie niemowlęcym. Z powodu szybkiego wzrostu ciała dziecka, jego waga ulega podwojeniu w ciągu 4 miesięcy. Tymczasem w mleku kobiecym tylko 5% kalorii pochodzi z białka. Tak, ale jest to białko o bardzo wysokiej  przyswajalności, znacznie wyższej niż białko z jakichkolwiek innych produktów roślinnych czy zwierzęcych. Dlatego ten przykład jest adekwatny tylko dla noworodka, a nie dla innych osób. Wg Światowej Organizacji Zdrowia dzienne zapotrzebowanie na białko wynosi jedynie 5% kalorii, czyli 37 gramów dla mężczyzn. Proszę o podanie przypisu. Przypis jest o tyle ważny, że organizacje typu Światowa Organizacja Zdrowia zwykle nie zalecają spożycia białka jako procent kalorii, ale jako ilość w gramach na każdy kilogram masy ciała dziennie. Dla przykładu, w jednym z dokumentów Światowej Organizacji Zdrowia zapotrzebowanie na białko podane jest jako 0.75 g/kg masy ciała na dziennie*. Zakładając, że przeciętny mężczyzna waży 70 kg, to zalecenie wynosiłoby około 53 gramy, a nie 37. Zakładając spożycie równe 2000 kcal, 53 gramy spożytego białka dostarczałoby 10.6% kalorii. i 29 gramów dla kobiet. Dla kobiet ciężarnych zaleca ona 6% kalorii z białka ponownie brak przypisu, który potwierdzałby prawdziwość. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca spożycie białka przez kobiety w ciąży na poziomie 1,2; 6,1g i 10,7 g na każdy kilogram masy ciała, odpowiednio w pierwszym, drugim i trzecim trymestrze ciąży, czyli zaleca kobietom w ciąży więcej białka niż kobietom, które nie są w ciąży, a zalecenie dla kobiet nie będących w ciąży jest takie same jak w przypadku mężczyzn i wynosi 0.75 gramów na kilogram masy ciała, co jest z łatwością pokrywane przez dietę roślinną. Organizm człowieka nie potrafi magazynować białka. To stwierdzenie nie jest precyzyjne. Nie jest ono zamieniane na węglowodany nieprawda. Istnieją aminokwasy glukogenne, które organizm wykorzystuje do produkcji węglowodanów (chyba, że nie ma ich w pożywieniu), ani na tłuszcze nieprawda, tłuszcze organizm może wytworzyć z białka. Nadmiar białek jest więc rozkładany w wątrobie i wydalany przez nerki jako mocznik. Staje się to przyczyną nadmiernej pracy tych narządów. Nadmiar białka przyczynia się do zmian destrukcyjnych tkanki nerkowej i pogorszenia funkcjonowania nerek. Z moczem wydalane są składniki mineralne, m.in. wapń. Im więcej więc spożywamy białka, tym bardziej narażamy się na powstanie i rozwój osteoporozy! Poza tym, wapń tracony z moczem powoduje formowanie się bolesnych kamieni nerkowych. Niskobiałkowa dieta roślinna zapobiega powstawaniu również kamieni nerkowych.

Białko roślinne występuje zwykle w towarzystwie złożonych węglowodanów. Jest tak np. w pełnych ziarnach zbóż, fasoli czy zielonych jarzynach. Białko roślinne przyswajane jest powoli, przez kilka godzin, podczas gdy takie same porcje skoncentrowanego białka zwierzęcego wchłaniane są w ciągu minut na jakie badania może się autor powołać? To, co Pan pisze, nie jest prawdą. Uważa się, że nagły wzrost poziomu białka we krwi następujący po spożyciu mięsa powoduje indukowaną białkiem nadmierną utratę wapnia z moczem i uszkodzenie nerek. Białko roślinne nie wyrządza w tym zakresie takiej szkody. Białka są rozkładane w wątrobie. W przypadku zaburzenia funkcji wątroby, produkty rozpadu białek gromadzą się w organizmie w nadmiernej ilości. U osób z niewydolnością wątroby czy nerek zastosowanie diety niskobiałkowej daje znaczną poprawę stanu zdrowia. To na tyle okiem lekarza. Okiem lekarza ze specjalizacją, która nie ma nic wspólnego z żywieniem człowieka i którego zalecenia są sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną. Dlatego dobrze byłoby, żeby swoimi spostrzeżeniami na temat diety, szczególnie wegańskiej, nie dzielił się z innymi, a już na pewno nie formułował takich zaleceń dla swoich pacjentów czy czytelników czasopism. Albo wypowiadając się w kwestii diety, opierał się na sprawdzonych, wiarygodnych informacjach.
Autor: Dr TN

Recenzent:
Roman Pawlak, Ph.D, RD

Dr Pawlak jest profesorem odżywiania na East Carolina Universityw USA. Jest współautorem pozycji Academy of Nutrition and Dietetics (Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyczne - ADA), autorem Vegetarian Toolkit, dla tej samej organizacji i członkiem komisji ekspertów ds. diety wegetariańskiej także przy Amerykańskim Stowarzyszeniu Dietetycznym. Jest również autorem kilku książek w tym „W obronie wegetarianizmu” oraz „Vegan/vegetarian mother and her baby”.

* źródło: WHO/FAO/UNU Expert Consultation. Protein and amino acid requirements in human nutrition. http://whqlibdoc.who.int/trs/who_trs_935_eng.pdf

Komentarze

Popularne posty

Depresja – jak ją wykryć i pokonać?

Depresja dotyka 14 proc. światowej populacji. Oto dziesięć kroków wspomagających walkę z tą chorobą.

Anna ma 36 lat. Żyje z mężem i dwójką dzieci. Jednak to, czego doświadcza każdego dnia, trudno nazwać życiem. Przez większość czasu jej myśli przepełniają strach i obawy. Nie ma ku temu wyraźnego powodu, mimo to strach jest stale obecny w jej życiu. Często jest spięta, wygląda mizernie, na ciągle przemęczoną. Czasami płacze bez powodu. Uśmiech i radość jej dzieci nie robią na niej wrażenia. Nocami nie może spać. „To straszne. Przerażające. Jestem zrozpaczona. Dłużej już tego nie zniosę — wyznała mi. — Nie mam ochoty nic robić. Nie mogę się do niczego zmobilizować. Nigdzie nie wychodzę. Nie chcę się z nikim spotykać. Ciągle tylko leżę, mimo że nie mogę spać. Nieustannie myślę tylko o swoich problemach. Zbrzydło mi jedzenie. Przez ostatnie tygodnie straciłam pięć kilo. Czasami myślę sobie, że najlepiej byłoby po prostu skończyć z tym koszmarem”.

Anna jest ofiarą depresji — najpowszechnie…

Hipnoza – medycyna czy okultyzm?

Hipnoza polega na wprowadzeniu umysłu w głęboki stan pasywności. Jej zwolennicy twierdzą, że pomaga leczyć różne schorzenia, rzucić palenie, obniżyć wagę, osiągnąć lepsze wyniki w nauce, zwiększyć poczucie własnej wartości. Nie tylko.

Hipnotyzerzy przekonują, że terapia ta może nawet cofnąć pacjenta we wcześniejsze lata życia, ba!, w poprzednie wcielenia, a także ujawnić i rozwinąć jego psychotroniczne zdolności: podróże astralne, wizualizację, kontakt z duchami, zdolność posługiwania się różdżką i wahadełkiem.

Hipnozy używa się też czasem dla rozrywki widowni na scenie. Doświadczeni hipnotyzerzy mogą sprawić, że człowiek zrobi w tym stanie rzeczy, których inaczej by nie uczynił. Do tego celu wybierają osoby szczególnie podatne. Statystycznie około 10 proc. ludzi jest bardzo łatwo zahipnotyzować, a 10 proc. bardzo trudno.

Z boreliozą można wygrać

Wywiad z Lilianną Frankowską, prezesem Stowarzyszenia Chorych na Boreliozę, którego misją jest pomagać wszystkim, którzy czują się zagubieni i samotni w swojej chorobie.

Agata Radosh: Chciałam porozmawiać o boreliozie, nazywaną też chorobą z Lyme. Maleńki pajęczak zmienia plany tysiącom ludzi, aby nie powiedzieć – niszczy je… Ale zacznijmy od tego, w jaki sposób dochodzi do zakażenia?

Lilianna Frankowska: Kleszcze z rodzaju Ixodens ricinus występujące w Polsce,możemy spotkać już nawet w piwnicach, a nie tylko lasach czy łąkach. Są nosicielami wielu patogenów (podobno 140). Jednym z nich są bakterie z rodzaju Borrelia burgdorferi, które bytują i namnażają się w jelitach tych kleszczy. Kiedy kleszcz żeruje na swoim żywicielu, krętki aktywują się i wraz ze śliną przenikają pod skórę człowieka. Przyjmuje się, że do zakażenia dochodzi od 24 do 48 godzin, ale z naszych doświadczeń wynika, że ten czas może być znacznie krótszy. Należy podkreślić, że kleszcze we wszystkich swoich stadiach roz…

Niebezpieczne owoce morza

Coraz częściej na polskich stołach goszczą frutti di mare, czyli mięczaki (małże, omułki, ostrygi, ślimaki, ośmiornice, kalmary) i skorupiaki (krewetki, kraby, homary, langusty). Dietetycy chwalą owoce morza ze względu na cenne wartości odżywcze, jednak ich spożywanie może wywołać zatrucia pokarmowe.
Spożywanie owoców morza staje się w Polsce coraz popularniejsze, a więc
i prawdopodobieństwo zatruć po ich spożyciu wzrasta. Większość zatruć wywołuje negatywne objawy neurologiczne lub ze strony układu pokarmowego. Niektóre mogą być śmiertelne dla człowieka — śmiertelność może sięgać 50 proc. przypadków.
Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, zatrucia są spowodowane zanieczyszczeniem środowiska życia tych stworzeń fekaliami ludzkimi, w których mogą być obecne bakterie z rodzaju Salmonella lub Clostridium. Po drugie, większość owoców morza to filtratory — działają jak bardzo wydajny filtr wody. Można to sprawdzić, wrzucając małża do akwarium, w którym dawno nie wymieniano wody (zielonka…

Superodżywianie, czyli o ludziach, którzy zapomnieli umrzeć

Nagranie wykładu Katarzyny Lewkowicz-Siejki pt.: "Superodżywianie, czyli o ludziach, którzy zapomnieli umrzeć​", który odbył się w kwietniu 2018 roku w Poznaniu w ramach działalności Stowarzyszenia Promocji Zdrowego Stylu Życia - Sięgnij Po Zdrowie.



Mgr Katarzyna Lewkowicz-Siejka jest dziennikarką i promotorką zdrowego stylu życia; autorką wielu radiowych audycji medycznych oraz kilkudziesięciu publikacji prasowych i wykładów poświęconych współczesnym problemom zdrowotnym, dietoterapii oraz medycynie naturalnej opartej na naukowych badaniach.