czwartek, 25 października 2012

O chrześcijańskim (zdrowym) stylu życia

Patrząc w kalendarz - niebawem święto mające charakter religijny. Pozwalam więc sobie wejść nieco w ten chrześcijański klimat... Blisko też Światowy Dzień Rzucania Palenia Tytoniu, przypadający zawsze na trzeci czwartek listopada. Mam nadzieję, że uda mi się te kwestie jakoś połączyć...


Będąc na studiach, ilekroć spotykałam się z pewnym wykładowcą, doktorem X, lub chociażby pomyślałam o doktorze X, zastanawiałam się nad jego rozumieniem chrześcijaństwa...

Pan doktor X był wesołym człowiekiem. Uważał się za nawróconego chrześcijanina. Był aktywnym członkiem dużej wspólnoty religijnej. Jednak gdy w przerwach pomiędzy zajęciami widywaliśmy go nagminnie z papierosem w ustach... Czyżby nie wiedział, że chrześcijaństwo i palenie nie idą w parze…? Hm… może oddzielał sferę ducha od sfery ciała… A może walczył z uzależniającym go nałogiem? Nie mnie dociekać czy osądzać[i]. W każdym razie doktor X nie sprawiał wrażenia osoby mającej moralny problem związany z paleniem tytoniu.

Jak się ma chrześcijaństwo do stylu życia? Czy religia w jakiś znaczący sposób powinna wpływać na nasze postępowanie? Wydaje się to takie oczywiste, a jednocześnie niezwykle trudne. A jako że chrześcijanie (zaniedbując znajomość Pisma Świętego i potrzebę relacji z Bogiem) daleko odeszli od biblijnych standardów, to nominalnym chrześcijanom trudno dziś wyznaczyć granicę pomiędzy sacrum a profanum. Stąd wielu nie widzi nawet związku chrześcijaństwa ze stylem życia.

Abstynencja nie dotyczy tylko alkoholu

Biblia, najważniejsza księga dla chrześcijan, naucza, że gdy przyjmujemy Boga do serca, dar Jego odkupienia od wiecznej śmierci, stajemy się odnowionymi ludźmi. Doświadczamy radykalnej zmiany sposobu myślenia, co prowadzi do zmiany naszych pragnień i zachowań. Zmieniają się wówczas też nasze cele i priorytety. Rezygnujemy z tego, co do tej pory wyżywaliśmy, a co nie służyło naszemu zdrowiu (dotyczy to wszystkich aspektów życia człowieka). Rozumiemy wówczas cel troski o zdrowie. „Choroba powstaje wskutek pogwałcenia praw zdrowia; jest następstwem naruszenia prawa przyrody. Głównym obowiązkiem, jaki mamy wobec Boga, samych siebie i naszych bliźnich, jest posłuszeństwo prawom Bożym, które obejmują także prawa zdrowia. Gdy chorujemy, nakładamy ciężkie brzemię na naszych bliskich i stajemy się niezdolni do spełniania obowiązków wobec własnych rodzin i sąsiadów. A kiedy (…) następuje przedwczesna śmierć, sprowadzamy smutek i cierpienie na drugich (…), pozbawiamy nasze rodziny pociechy i pomocy (…), pozbawiamy Boga służby, jakiej wymaga od nas dla powiększenia swojej chwały”[ii].

Pismo Święte ma wiele do powiedzenia, jeśli chodzi o właściwy sposób prowadzenia się chrześcijan. Naucza, że ludzkie ciało jest świątynią (mieszkaniem) Ducha Świętego[iii]. Wiedząc to, wyznawcy wiary chrześcijańskiej powinni stosować możliwie najzdrowszą dietę[iv] (wśród biblijnych zasad zdrowia ważne miejsce zajmuje zalecenie o wstrzymywaniu się od spożywania krwi[v] oraz mięsa zwierząt, które Biblia określa jako nieczyste[vi]) i starać się unikać wszystkiego, co osłabia organizm i zagraża jego równowadze[vii]. A mało tego nie jest. W pierwszej kolejności przychodzi mi na myśl odrzucenie spożywania alkoholu we wszystkich postaciach, zaniechanie palenia tytoniu, zażywania narkotyków oraz nieprzejadanie się[viii]. Żadne z nich nie mieszczą się w sferze świętości... Apostoł Paweł napisał, że pewne zachowania wręcz wykluczają nas z Królestwa Bożego. Wśród nich wymienia rozpustę, bałwochwalstwo, cudzołożenie, rozwiązłość, homoseksualizm, złodziejstwo, chciwość, pijaństwo, oszczerstwo i zdzierstwo[ix] [x]. Jestem przekonana, że gdyby w czasach apostoła Pawła popularny był tytoń i narkotyki, zostałyby tu też wymienione.

Abstynencję najczęściej kojarzymy z powstrzymywaniem się od picia napojów alkoholowych. Jednak abstynencja to nie tylko alkohol. Może ona dotyczyć również wspomnianego palenia papierosów, brania narkotyków, przejadania się czy nadużywania leków, picia kawy, napojów kofeinowych, jedzenia słodyczy itp. Abstynencja to, ogólnie mówiąc, powściągliwość – powstrzymywanie się od czegoś co nie sprzyja zdrowiu. Czy trudno być abstynentem? Czy trudno być człowiekiem wstrzemięźliwym? Abstynencja wymaga samokontroli i samoopanowania, które nie przychodzą bez wysiłku. Nie każdego jednak stać na wysiłek...

Związek między dietą a moralnością?

Z natury jesteśmy słabi i łatwo ulegamy pożądliwościom, pokusom i nałogom. Kuszą oczy, kusi ciało, a serce lgnie do korzystania z tego, co świat oferuje. Amerykańska propagatorka zdrowia Ellen G. White pisała, że to nasz apetyt stanowi o naszej umiejętności samokontroli. Jeśli więc nie potrafimy zapanować nad naszą dietą, nad tym, co władamy do ust, prawdopodobnie nie będziemy w stanie kontrolować innych nawyków, zwyczajów, reakcji, związanych chociażby z paleniem papierosów, piciem alkoholu, pożądaniem, żądzą, złością, nienawiścią, wulgarnym językiem, umiejętnością powstrzymywania się od obgadywania, plotkowania czy prowadzenia sporów. Kiedy ciało zostaje ujarzmione, pożądliwości oddane są pod kontrolę umysłu. Temu, kto zwycięży nad wypaczonym apetytem, łatwiej przyjdzie kontrolować swoje ciało. Łatwiej mu będzie powiedzieć: dziękuję, już nie palę. Nie zapominajmy, że pomiędzy dietą a moralnością istnieje ścisły związek[xi], a duchowy rozwój chrześcijanina w dużej mierze uzależniony jest od jego nawyków żywieniowych[xii]. Umiejętność kontrolowania siebie (wstrzemięźliwość) wymieniona jest w Biblii jako jeden z dowodów uświęconego życia (owocu Ducha Świętego)[xiii].

Każdy zgodzi się, że palenie jest niszczącym, przykrym w skutkach nałogiem, a nikotynizm klasycznym przykładem obrazującym mechanizm działania nałogu. Nałogowy palacz, chrześcijanin, doskonale wie, że palenie zabija, że szkodzi jemu samemu i otoczeniu. Jednak bagatelizuje informacje dostarczane mu przez intelekt. Podejmuje decyzje sprzeczne z rozeznaniem i sięga po papierosa. Żyje w konflikcie pomiędzy świadomością a decyzją woli. Nie ma siły woli. Czuje się winny, zdając sobie sprawę, że niszczy tę cudowną maszynerię stworzoną przez Boga.

Alkohol, nikotyna, kofeina, środki odurzające, przejadanie się itp. stanowią czynnik ryzyka wielu chorób, tym samym skracają życie. Wszelkie działanie, które w konsekwencji przyczynia się do obniżenia jakości życia ludzkiego i jego skrócenia, stoi w opozycji do przykazania: "Nie zabijaj"[xiv]. Stanowi więc wykroczenie wobec VI biblijnego przykazania (V katechizmowego). Uzależniony chrześcijanin mówi: to słabość. Ale czymże jest ta słabość dla Boga? Dlaczego tak często widzimy Boga tylko na obrazach? Dlaczego wątpimy w Jego realną pomoc w naszych codziennych problemach? Ciągle chcemy sami, i sami, i o własnych siłach; jak nierozumne, małe dzieci... Nieustannie szukamy uznania dla siebie. No tak, bo gdyby oddać sprawę Bogu i pozwolić Mu działać, to Jemu trzeba by przypisać zwycięstwo... Często też akceptujemy nasze złe przyzwyczajenia. Wiemy, że są szkodliwe, ale je lubimy. Niechętnie przyznajemy się do nich, a tym bardziej oddajemy... Swoją drogą, często modlimy się o Bożą pomoc (np. o uwolnienie od tytoniu), ale tak naprawdę nie pozwalamy Bogu działać… Przynosimy, modląc się, problem do Boga, a po skończonej rozmowie z Nim zabieramy problem z powrotem... Nie potrafimy Mu w pełni zaufać.

Problem palaczy

Joanna uważa się za osobę głęboko wierzącą-praktykującą, a jednak pali papierosy. Gdy zapytałam ją, jak to jest w jej przypadku z paleniem tytoniu i chrześcijaństwem, spuszczając oczy, powiedziała: „Rzeczywiście. Mam problem. Palę… Nic tego nie usprawiedliwia. Od wielu lat jestem uzależniona od nikotyny. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to zgodne z Bożym zamiarem wobec mnie. Czuję ciężar grzechu. Mam poczucie winy. Wiele razy starałam się pozbyć nałogu siłą woli, rozsądku, mając świadomość konsekwencji palenia. Obiecywałam wiele wyrzeczeń, aby tylko móc nie palić. Po krótkim okresie wracałam jednak do nałogu. Modlę się często, żeby to obciążenie, zarówno sumienia jak i zdrowia, za sprawą Bożej łaski oddaliło się ode mnie. Jestem pełna pokory. Na wiele rzeczy w życiu musiałam długo czekać z nadzieją, więc myślę, że i tę łaskę wolności od uzależnienia wymodlę”. Joanna ma się źle z byciem chrześcijanką i paleniem. Ma wolę rozstać się z nałogiem, ale nie ma siły wykonania. Modli się, ale to nie daje pełni wolności od nałogu. Czy Bóg ją słyszy? Naturalnie! Zna jej utrapienie. Tu, jak w matematyce, ma zastosowanie działanie: wola + działanie (wsparte wolą Bożą) = zwycięstwo. Być może Joanna powinna przemyśleć strategię działania? Zdecydowanie modlitwa jest jednym ze środków na drodze do wolności od nikotyny (od modlitwy chrześcijanin powinien zacząć), ale nie jedynym. Zakładając, że Joanna modli się pełna wiary, rzeczywiście wypuszcza problem ze swoich rąk, to jeśli jej wola rzucenia palenia nie zostanie wsparta chociażby unikaniem towarzystwa palących, asertywnością w odmawianiu papierosa, omijaniem półek z pudełkami papierosów, pozbyciem się z domu zapasu papierosów, piciem wody w celu oczyszczenia organizmu od zmagazynowanych w tkankach toksyn, zajęciem rąk poprzez włożenie w nie elementów zastępujących papieros itd., to nie odniesie zwycięstwa. Sukces kosztuje trochę wysiłku.

Boga interesuje cały człowiek 

Bóg przywiązuje uwagę nie tylko do ducha, ale również do ciała. Nie popiera fałszywej koncepcji człowieka, zakładającej, iż ciało jest jedynie źródłem zła, więzieniem dla duszy. Bóg stworzył nasze ciała na swoje podobieństwo i oznajmił, że były "bardzo dobre". Jego dzieło odkupienia człowieka obejmuje także nasze ciała. W myśl przesłania Ewangelii - chrześcijanie powinni bardziej dbać o kształtowanie szlachetnego charakteru niż ozdabianie ciała. Więc pirsing i tatuaż nie przystoją prawdziwym chrześcijanom. Uwzględniając różnice kulturowe, Biblia zaleca skromny, prosty ubiór, bez zbytniej ekstrawagancji i ozdób, ale w trosce o zdrowie i schludny wygląd. Rozumne dbanie o ciało oznacza też dostarczanie mu odpowiedniego ruchu i odpoczynku.

Pismo Święte radzi chrześcijanom godnie postępować, pielęgnować wzniosłe myśli oraz prowadzić przykładne życie. Uważne dobieranie zajęć w wolnym czasie jest więc sprawą istotną. Unikanie takich form rozrywki, które mogłyby zaszkodzić relacji z Bogiem, jest dowodem bogobojności. Dobrze jest, gdy przyjemności wyrażają najwyższy poziom chrześcijańskiego smaku i piękna.

Świętoszki?

Dzisiejsi zsekularyzowani chrześcijanie skłonni są nazywać chrześcijan poważniej traktujących swoją religię świętoszkami czy nawet nawiedzonymi lub sfanatyzowanymi. Według nich, sprawa tego, co się je, co się pije i jak żyje, nie jest aż tak ważna... Podczas pewnej dyskusji nad stosunkiem człowieka do Boga powiedziano mi, że "posłuszeństwo nie jest ważne, bo liczy się tylko to, czy ktoś żyje z Bogiem". Trochę to pozbawione sensu i logiki, nieprawdaż? To, co uważamy często za nieistotną część naszych wierzeń, w oczach Bożych ma wielkie znaczenie. Boże standardy, podobnie jak Jego charakter i prawo, są niezmienne. Nie jest więc dobrze, gdy dążąc do usprawiedliwienia swoich słabości i pożądliwości, tworzymy własne zasady wiary. Choć stosowanie się do Bożych norm wymaga poświęcenia i rezygnacji z własnego "ja", to czyż nie tego mamy się w życiu nauczyć? "Bądź wola Twoja..."[xv]. Na szczęście Pan Bóg nie pozostawił nas w tej walce zdanych na własne siły. Połączone wysiłki – pragnienie, wiara w Bożą moc i ludzki wysiłek – wielu przyniosły już wolność od tego, co nie uchodzi w Bożych oczach za właściwe.

Wydaje się, że wielu chrześcijan nie radzi sobie z problemem, gdyż nie rozumie mechanizmu, kolejności zjawisk w zwyciężaniu nad złym (niezdrowym), światowym stylem życia. Trzeba przyznać na początku, że pomiędzy słowami "chrześcijanin" a "chrześcijanin" istnieje pewna zasadnicza różnica. Wielu chrześcijan żyje bez Boga. Niektórym wystarcza etykieta "chrześcijanin"; nie chcą nimi być na co dzień. Wolą postępować według swojej woli i swoich pożądliwości; dla nich chrześcijański styl życia nie ma znaczenia. Samo słowo „chrześcijanin” straciło na pierwotnym znaczeniu. Powszechnie używa się go dziś w celu określenia kogoś, kto chodzi do kościoła bądź stara się być dobrym człowiekiem. Wielu deklaruje, że wierzy w Boga; wierzy, że On istnieje. Jednak tylko nieliczni Jemu wierzą i ufają[xvi]. A w tym sens przecież całej religii, nie - wiedzieć o Bogu, ale znać Boga, mieć z Nim kontakty i wierzyć Jego słowom! Wierzący w Boga podtrzymują zwykle tradycje rodzinne i uważają siebie za chrześcijan tylko dlatego, że chodzą do kościoła. Niestety, ani chodzenie do kościoła, ani bycie dobrą osobą nie gwarantuje zbawienia (podobnie jak chodzenie do garażu nie czyni nas samochodami). Osiągnięcie zbawienia to przecież cel wiary chrześcijańskiej[xvii]! Istotą prawdziwej religii jest stać się uczniem Jezusa Chrystusa, stać się Jego naśladowcą. Posiąść Jego charakter. Ukochać Jego styl życia. A to możliwe jest tylko przez poznanie Go - wejście z Nim w bliskie relacje.

Chrześcijanami stajemy się przez posłuszeństwo biblijnemu nauczaniu, inaczej mówiąc, poddanie się Bożej woli[xviii]. Przyjmując miłość Boga, Jego niesamowitą łaskę, przyjąć trzeba także prawo, jakim On się kieruje. Zrozumienie, czym jest Boża łaska[xix] (niezasłużony dar dla człowieka), prowadzi do pojawienia się wdzięczności w sercu ludzkim. W podzięce chce się służyć takiemu Bogu - pełnić wolę swojego Wybawcy. Posłuszeństwo z wdzięczności prowadzi do zmiany życia człowieka na każdej jego płaszczyźnie. „Ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami”[xx]. Obierając kierunek, by iść za Bogiem, nie od razu stajemy się „świętymi”, ale mamy w sercach świadomość Jego woli. Wiemy, co jest „dobre”, a co „złe” (a palenie jest złe). Nawróceni chrześcijanie każdego dnia wzrastają moralnie, zachowując zasady troski o zdrowie fizyczne, psychiczne i duchowe. Sprowadzają apetyt i zwyczaje życia do zgodności z prawami natury, bo jednym z celów ich życia staje się utrzymanie zdrowia (Bożego daru) w jak najlepszym stanie. Takiej motywacji trudno się oprzeć.

Wolność bez granic?

No cóż, człowiek jest istotą wolną[xxi]. Ma wolną wolę. Wszystko więc może. Może pić, palić, tatuażować się i narkotyzować, wchodzić w związki homoseksualne... Z racji wolności danej nam przez Boga wszystko nam wolno, jednak nie wszystko służy zdrowiu, szczęściu, życiu - nie wszystko jest pożyteczne i dobre[xxii]. Podobnie nie wszystko, co pięknie wygląda na talerzu, jest smaczne czy zdrowe. Nie wszystko, co człowiek czyni, mieści się w kanonach chrześcijańskiego stylu życia.

W szanowaniu życia, prostocie, abstynencji i umiarkowaniu leży praktyczne, prawdziwe chrześcijaństwo. Czy mamy odwagę przyznać, że nasze chrześcijaństwo, nasz styl życia nie są zbytnio chrześcijańskie? Że istnieją pewne obszary, które wymagają pracy i samozaparcia? Jeśli tak, znaczy to, że weszliśmy na tę wąską ścieżkę, ścieżkę prawdziwie chrześcijańską. Najważniejsze na niej to poznać lepiej Boga i Jego wolę dla siebie. I iść z Nim do końca.

I nie wiem, doprawdy, jak pan doktor X rozumiał chrześcijaństwo. Wygląda na to, że chyba nie do końca po chrześcijańsku... Bóg wzywa nas do pełni świętości: „Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa”[xxiii]. Nikt nie rodzi się chrześcijaninem. Każdy musi się nim stać.

Agata Radosh

Przypisy:
[i] Zob. Łk 6, 37.
[ii] E.G. White, Chrześcijanin a dieta, Znaki Czasu, Warszawa 1993, s. 15-16.
[iii] 1Kor 6, 19.20.
[iv] Rdz 1, 29.
[v] Kpł 19, 26.
[vi] Kpł 11.
[vii] 1 Kor 6, 20.
[viii] Prz 23, 20.
[ix] 1 Kor 6, 9.10.
[x]zob. Rdz 21.20, Prz 23.2, 2 P 1.5-7, 2 Tm 3.1-9.
[xi] E.G. White, dz. cyt,. s. 43.
[xii] tamże, s. 45.
[xiii] Ga 5.22.
[xiv] Wj 20, 13.
[xv] Mt 6, 10.
[xvi] zob. Jk 2, 19.
[xvii] 1 P 1, 9.
[xviii] Mt 7, 21.
[xix] Ef 2,8.
[xx] Ga 5, 24.
[xxi] zob. Ga 5, 13.
[xxii] 1Kor 6, 12.
[xxiii] 1 Tes 5, 23.

Jeśli chcesz rzucić nałóg palenia tytoniu weź udział w pięciodniowej akcji przeciwtytoniowej, która odbędzie się w Poznaniu w dniach 12- 16 XI 2012 http://blog.siegnijpozdrowie.org/2012/10/jesienia-rzucisz-palenie_5.html.

Jeśli jesteś osobą wierzącą pragnącą przezwyciężyć niszczący Twoje ciało nałóg, możesz skorzystać z poniżej zamieszczonej propozycje modlitwy:


"Panie Boże, który mieszkasz w niebie. Przebacz mi, że nie dbałem właściwie o swoje zdrowie. Chcę odtąd żyć tak jak Jezus - w świętości i czystości. Udziel mi swojej łaski, bym mógł ze swojego życia usunąć wszystko co szkodliwe, wszystko czego nie jestem w stanie pozbyć się na trwałe o własnych siłach. Ty wiesz, Panie, jak często moje wszelkie obietnice i przyrzeczenia niewiele są warte. Ale Ty powiedziałeś w swoim Słowie, że Twoja moc we mnie może dokonać zmian. Kocham Cię, chcę być do Ciebie podobny. Chcę być gotowy na Twoje przyjście. Proszę, daj mi siłę do przezwyciężenia wszystkich moich słabości i złych przyzwyczajeń. Błagam Cię o to w imieniu Pana Jezusa. Amen!".

4 komentarze:

  1. Wiara nie ma nic wspolnego z tym, czy ktos zachoruje czy nie.Wszyscy wierzacy czy niewierzacy, kazdy indywidualnie jest odpowiedzialny za swoj sposob zycia i swoje zdrowie.Nie wolno mieszac Boga w tak prymitywne porownania, ktorych sie doczytalam na tej stronie.To swiadczy tylko o niedojrzalosci badz pojedynczej osoby badz calej grupy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Cię proszę = Przeczytaj jeszcze raz,drugi raz i trzeci,AŻ ZROZUMIESZ czym jest wiara a czym jest nasz Pan , nasz BÓG, stwórca wszech rzeczy. Myśle , iż przy zgłębieniu się w tekst ,o którym mówisz = zmienisz punkt widzenia .

      Usuń
    2. Bądz co bądz, myśle, iż jesteś osobą inteligentną i po przez zgłębianie wiary w Boga , tak bardzo szybko przekonasz się- ile Bogu zawdzięczasz, a jeśli tego nie widzisz u siebie to popatrz na znajomych, rodzinę, przyjaciół. Zapraszam Cię do uczestniczenia w modlitwach uzdrawiających i uwalniających, które prowadzą grupy modlitewne- spróbuj je odszukać i choć jeden jedyny raz uczestniczyć. Resztę pozostawiam Tobie a Bogu wszystko.

      Usuń
  2. Wiara nie pozostaje bez wpływu na zdrowie fizyczne człowieka. Badania dobitnie dowodzą, że ludzie wierzący i praktykujący są mniej podatni na choroby, np. wieńcowe. Mają oni niższe ciśnienie tętnicze krwi, zarówno skurczowe, jak i rozkurczowe. Wśród osób wierzących i praktykujących występuje też niższa śmiertelność, aniżeli u niepraktykujących. Łączy się to nie tylko z troską o zdrowie, ze zdrowszą dietą, wynikającą z szacunku do własnego ciała, daru Bożego, jaką często osoby głęboko wierzące i praktykujące stosują, ale też z czynnikiem, który nazywamy -zaufanie w Bożą moc. Wiara pomaga pogodzić się z przeciwnościami losu. Wiara daje nadzieję.U wierzących rzadziej dochodzi do depresji i samobójstw.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...