Przejdź do głównej zawartości

Leśne kąpiele

Japońska metoda shinrin-yoku (od jap. shinrin – las, yoku – kąpać się) to terapia lasem. Spacer w lesie, ale powolny. Kąpiesz się w lesie jak w morzu. Zanurzasz ciało i zmysły w powietrzu pełnym dobroczynnych związków. Ale nie chodzi tu tylko o relaksację i wyciszenie. To dużo potężniejsze działanie prozdrowotne.

Wzrost odporności

Termin shinrin-yoku stworzył w 1982 roku Tomohide Akiyama, dyrektor Japońskiej Agencji Leśnictwa. Chciał zachęcić Japończyków, by odwiedzali lasy. Od tego czasu powstało wiele badań, które opisują wpływ lasu na ludzi i ich samopoczucie.

W 2003 roku profesor Miyazaki zaproponował używanie terminu terapii lasem, by podkreślić stosowanie leśnych kąpieli jako metody popartej wiedzą naukową. Dowiódł on, że po spędzeniu czasu w lesie wzrasta odporność, rośnie bowiem liczba komórek NK (ang. natural killers – naturalni zabójcy), które zwalczają infekcje wirusowe, a także komórki nowotworowe. Po kwadransie leśnej terapii zmniejsza się ciśnienie krwi, a efekt ten utrzymuje się do pięciu dni! Wzrasta rozluźnienie naszego ciała przez uaktywnienie parasympatycznego systemu nerwowego (odpowiedzialnego za odpoczynek i trawienie), zmniejsza się stres ze względu na osłabienie aktywności sympatycznego systemu nerwowego (odpowiedzialnego za walkę, ucieczkę lub zastygnięcie w bezruchu). Miyazaki prowadził badania porównawcze ze środowiskiem miejskim w latach 2005-2017 w 63 lasach w Japonii.

Podobne wyniki uzyskał dr Qing Li, który kierował badaniami japońskich naukowców z Grupy Badawczej do spraw Terapii Leśnej. Kąpielom leśnym poddano grupę tokijskich biznesmenów w średnim wieku. Zaobserwowano, że już dwugodzinna sesja ma wpływ na fizjologię. U badanych zmniejszył się poziom kortyzolu i adrenaliny, czyli hormonów stresu, spadło ciśnienie krwi, podniósł się próg bólu i wzrosła odporność organizmu. Zwiększyła się o ponad 50 procent aktywność komórek odpornościowych NK! Co więcej, wzmożona aktywność NK utrzymywała się przez 30 dni, co oznacza, że już jeden wyjazd shinrin-yoku w miesiącu wystarcza, by podtrzymać większą aktywność naszego układu immunologicznego.

O wzmocnieniu odporności dzięki leśnym kąpielom doniosła również Kuo Ming, badaczka z uniwersytetu w Chicago. Dzieje się tak m.in. dzięki Mycobacterium vaccae, mikroorganizmowi naturalnie występującemu w przyrodzie. We wnioskach z badań Kuo Mong napisała ponadto, że spędzając więcej czasu wśród drzew, można obniżyć ryzyko powstania depresji, cukrzycy, otyłości i chorób serca. Według niej spacery w lesie obniżają niektóre czynniki ryzyka powstania wielu chorób, jak cytokiny zapalne czy wysoki poziom glukozy we krwi. 

Odporność wspomagają fitoncydy, lotne substancje wydzielane przez rośliny. Działają antybakteryjnie, grzybobójczo i pierwotniakobójczo, odkażająco. Rosyjscy naukowcy nazwali fitoncydy roślinnymi antybiotykami. Zauważyli, że hamują rozwój patogenów, kiedy rośliny są atakowane przez pasożyty. Badania wykazały, że fitoncydy mają wpływ na skład mikroflory w atmosferze i glebie: hektar jałowca wydziela w ciągu doby trzy kilogramy lotnych fitoncydów, które są w stanie wyjałowić obszar dużego miasta. Związki te po wyodrębnieniu z roślin tracą swoje właściwości bardzo szybko, dlatego żeby wykorzystać ich właściwości, warto spacerować po lesie i głęboko oddychać. Spacer po lesie iglastym dobrze działa na układ oddechowy. Olejki eteryczne wydzielane przez sosny, świerki i jodły działają bakteriobójczo i wykrztuśnie, udrażniając układ oddechowy. Głównym rodzajem fitoncydów są silnie pachnące terpeny, które tworzą aromat lasów. Dr Qing Li sprawdził za pomocą testów laboratoryjnych, że to pod wpływem terpenów nasze komórki odpornościowe wykazują większą aktywność.

Wzmocniona psychika

W Finlandii, która zmaga się z wysokimi wskaźnikami depresji, alkoholizmu i samobójstw, lekarze przepisują chorym spacer w lesie w ramach terapii, a w Japonii działa ponad 60 ośrodków, w których leśni terapeuci rozpisują kuracjuszom plany regeneracji. Co roku leśne szlaki przemierza pięć milionów Japończyków

Słuchanie szumu drzew, wody w strumieniu czy śpiewu ptaków wpływa na nas kojąco. Porównano poziom kortyzolu, ciśnienie krwi i tętno u osób, które spacerowały po lesie i po mieście. Wszystkie parametry były korzystniejsze u osób spacerujących po lesie. Większość badanych przyznała, że nie odczuwała towarzyszącego od dawna uczucia niepokoju, gniewu i zmęczenia.

Jony ujemne, które znajdują się w powietrzu, obniżają ryzyko powstania depresji i redukują jej objawy. Dźwięki i widok krajobrazów działają uspokajająco na system nerwowy współczulny i pobudzają do pracy system przywspółczulny. Wpływ lasu na głębsze rozluźnienie mentalne i zmniejszenie natłoku myśli potwierdziły badania prowadzone na Uniwersytecie Stanforda. Pacjenci z depresją wykazywali mniejsze objawy, kiedy przebywali w lesie.

Naukowcy badali też związek gęstości drzew przy ulicach z przepisywaniem antydepresantów mieszkańcom Lipska w Niemczech. Tam, gdzie drzew było więcej, lekarze przepisywali ich mniej. 

Badania dr. R. Urlicha dowiodły, że pacjenci w szpitalach szybciej dochodzą do zdrowia, kiedy mają widok z okna na drzewa, a nie na ceglany mur. Pacjenci po operacji jamy brzusznej, którzy za oknem widzieli drzewa, potrzebowali mniej środków przeciwbólowych, rzadziej cierpieli z powodu komplikacji i szybciej opuszczali szpital niż ci, którzy patrzyli na ścianę sąsiedniego budynku. Potwierdziły to badania przeprowadzone z udziałem pacjentów po operacjach serca w Szwecji. Rekonwalescenci uspokajali się przez samo patrzenie na obraz przedstawiający drzewa i wodę. 

Okazuje się, że nawet pracownicy biurowi, którzy mają na widoku roślinność, są bardziej zadowoleni ze swojej pracy i odczuwają większą satysfakcję życiową.

Badania dr. Qinga Li wykazały też wpływ lasu na długość i jakość snu. Okazało się, że średnia długość snu po dwóch godzinach spaceru wydłużyła się o 15 proc. Osoby uczestniczące w eksperymencie były mniej zaniepokojone, jakość ich snu była lepsza. Co ciekawe, popołudniowe spacery dawały większą poprawę niż spacery poranne.

Spędzanie czasu w lesie, kontemplowanie przyrody, obserwowanie roślin i zwierząt (uwaga mimowolna), pomaga odpocząć uwadze dowolnej (skupienie, koncentracja i poświęcenie się jednemu celowi, np. nauce) i ją odnawia. Możemy łatwiej przyswajać treści i efektywniej wykonywać obowiązki. To dlatego nazwano las środowiskiem wzmacniającym.

Lepiej rozwinięte dzieci

Dzieci uczące się w szkołach wykorzystujących zajęcia na świeżym powietrzu uzyskują lepsze wyniki w testach w porównaniu z dziećmi uczącymi się metodą klasyczną (klasa i książka), ponieważ natura lepiej rozwija zdolności poznawcze.

Las rozwija też zdolności ruchowe. Ingunn Fjortoft, norweska badaczka, obserwowała różne zabawy dzieci w plenerze i w salach przedszkolnych. Wszystkie rodzaje aktywności na świeżym powietrzu poprawiły zdolności motoryczne i sprawność fizyczną dzieci. Widać było znaczną różnicę w koordynacji ruchowej, równowadze i zwinności.

Z kolei amerykańskie badaczki Frances Kuo i Andrea Faber Taylor, twórczynie Laboratorium Krajobrazu i Zdrowia Człowieka na Uniwersytecie Stanowym Illinois, ustaliły między innymi, że regularny (kilka razy w tygodniu co najmniej po godzinie) kontakt z przyrodą łagodzi u dzieci symptomy ADHD. Stwierdzono, że kontakt z naturą pomaga dzieciom i nastolatkom niezależnie od ich płci, wieku oraz statusu społeczno-ekonomicznego rodziców. Z ich badań wynika też, że najzwyklejsza przechadzka po parku uspokaja psychikę dzieci równie skutecznie jak popularny lek psychotropowy stosowany w terapii ADHD! 

Chłonąć las

Dzięki drzewom stajemy się zdrowsi i szczęśliwsi – mówią eksperci shinrin-yoku. Japończycy chcą chłonąć las wszystkimi zmysłami – klęczą na mokrej ściółce, przytulają się do drzew, wąchają liście, korę. Ale nie tylko Japończycy zauważyli, że mieszkańcom miast dramatycznie potrzeba kontaktu z przyrodą. Amerykanie prowadzą własne badania z dziedziny medycy leśnej, a w całym kraju prężnie rozwija się Park Prescriptions, w skrócie Park Rx, swoista odmiana shinrin-yoku. Leśnicy i pracownicy obszarów chronionych wytyczają szlaki przyrodnicze i umieszczają je w bazie danych. W niektórych miastach lekarze rutynowo przepisują pacjentom leśną terapię, którą nazywają rehabilitacją przyrodniczą. 

Katarzyna Lewkowicz-Siejka

źródło: Miesięcznik "Znaki Czasu".

Komentarze

Popularne posty

O przaśnych chlebach, czyli podpłomykach i macach

W dawnych czasach chlebem nazywano cienki placek - z roztartych kamieniami ziaren, wody i odrobiny soli, wypiekany na rozgrzanych kamieniach. Taki, nazwijmy go dalej chleb, był przaśny (nie podlegał fermentacji) i dlatego określano go słowem "przaśnik". Słowianie takie pieczywo nazywali podpłomykami. Hindusi mówią o nim czapatti, Żydzi maca, a Indianie tortilla. Więc bez cienia wątpliwości rzec można, że chleby przeszłości posiadały zdecydowanie inną recepturę niż dzisiejsze chleby. Nie było w nich przede wszystkich ani drożdży, ani zakwasu. Świeże, przaśne pieczywo jest zdrowe, w przeciwieństwie do świeżego pieczywa na drożdżach czy zakwasie. Przaśne podpłomyki nie obciążają żołądka kwasem i fermentacją. Dziś, wzorem naszych prapradziadów możemy także spożywać przaśny, niekwaszony chleb. Najprostszy przepis na podpłomyki to: wziąć mąkę, wodę i trochę soli. Z tych składników zagnieść ciasto, dodając mąkę w takiej ilości, aby ciasto nie kleiło się do palców. Z kolei r

Niebezpieczne owoce morza

Coraz częściej na polskich stołach goszczą frutti di mare , czyli mięczaki (małże, omułki, ostrygi, ślimaki, ośmiornice, kalmary) i skorupiaki (krewetki, kraby, homary, langusty). Dietetycy chwalą owoce morza ze względu na cenne wartości odżywcze, jednak ich spożywanie może wywołać zatrucia pokarmowe. Spożywanie owoców morza staje się w Polsce coraz popularniejsze, a więc i prawdopodobieństwo zatruć po ich spożyciu wzrasta. Większość zatruć wywołuje negatywne objawy neurologiczne lub ze strony układu pokarmowego. Niektóre mogą być śmiertelne dla człowieka — śmiertelność może sięgać 50 proc. przypadków. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, zatrucia są spowodowane zanieczyszczeniem środowiska życia tych stworzeń fekaliami ludzkimi, w których mogą być obecne bakterie z rodzaju Salmonella lub Clostridium. Po drugie, większość owoców morza to filtratory — działają jak bardzo wydajny filtr wody. Można to sprawdzić, wrzucając małża do akwarium, w którym dawno nie wymieniano wody

Witamina B12 - fakty i mity

Nagranie wykładu dr. Romana Pawlaka z USA poświęconego kwestii zapobiegania niedoborom witaminy B12. Wykład odbył się dnia 20 lipca 2013 r. w Poznaniu, w ramach działalności Stowarzyszenia Promocji Zdrowego Stylu Życia. W zdecydowanej większości przypadków okazuje się, że wiedza jaką posiadamy odnośnie witaminy B12 w świetle aktualnych doniesień naukowych jest nieprawdziwa. Niedobór witaminy B12 występuje dość powszechnie na całym świecie. W grupie osób narażonych na jej niedobór znajdują się miedzy innymi weganie (ludzie, którzy nie spożywają mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego), laktoowowegetarianie (osoby, które nie spożywają produktów mięsnych, ale włączają do diety produkty pochodzenia zwierzęcego, takie jak mleko, przetwory mleczne i jajka), osoby po 50 roku życia, niezależnie od ich diety, osoby, które poddały się operacji żołądka lub którym wycięto dolną część jelita cienkiego, a także osoby chorujące na AIDS. Inni, w tym np. osoby chorujące na cukrzycę, a także każ

INOX – czyli o garnkach ze stali nierdzewnej

Czym kierujesz się kupując garnki czy sztućce? Czy wybierasz te ze stali nierdzewnej? Czy wiesz co oznacza symbol 18/10?  Przy okazji poszukiwań szybkowaru w minionym tygodniu, rozczytałam się w temacie. A ponieważ uznałam to za interesujące, dzielę się tym. Garnki mogą być wykonywane z różnych materiałów odpornych na wysoką temperaturę i deformację np.: ze stali węglowej (najczęściej emaliowane i zdobione), stopów aluminium, stopów miedzi, stali nierdzewnej chromowo-niklowej (INOX to jej symbol), żeliwa, szkła i ceramiki (w tym gliny). Niewątpliwie, naczynia do naszej kuchni powinny być mądrze wybrane, ponieważ używając nieodpowiednich naczyń, łatwo o kłopoty ze zdrowiem .

Czy Jan Chrzciciel był wegetarianinem?

Zgodnie z twierdzeniem zawartym w Mt 3,4 oraz Mk 1,6 dieta Jana Chrzciciela składała się z „szarańczy i miodu leśnego” [gr. akrides , l.mn. słowa akris ]. Nie wiadomo, czy ewangeliści mieli na myśli, że Jan nie jadał niczego innego poza szarańczą i miodem leśnym, czy też, że stanowiły one główne składniki jego pożywienia. Możliwe jest również, że „szarańcza i miód leśny” uważane były za składniki wyróżniające dietę proroka, podobnie jak „odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany” sprawiały, że był uważany za następcę starożytnych proroków. Jan mógł też ograniczać się do spożywania „szarańczy i miodu leśnego” tylko wtedy, gdy inne produkty spożywcze nie były łatwo dostępne. „Szarańcza i miód leśny” mogły w końcu stanowić jedynie przykłady różnorodnych produktów spożywczych dostępnych w naturze, a nazwy te należy traktować jako stosowany w krajach Orientu obrazowy sposób na podkreślenie jego samotniczego, pełnego wstrzemięźliwości życia, które wiódł z dala od ludzi. Z uwagi na fak