Przejdź do głównej zawartości

Czy umiarkowane picie jest dobre dla zdrowia?

Czy mamy umieścić alkohol obok owoców i warzyw jako czynnik przyczyniający się do poprawy zdrowia i długowieczności? Czy nauka tego dowiodła?

W 2014 roku w artykule naukowym o chwytliwym tytule "Pić albo nie pić" dr Rubin poradził swoim długoletnim niepijącym czytelnikom, aby „się zrelaksowali i wypili codziennie do kolacji jednego drinka”. Czy to oznacza, że nawet lekarze uznali, że alkohol pity z umiarem jest w istocie korzystny dla zdrowia i pozwala żyć dłużej?

Najpoważniejsze ryzyko

Zacznijmy od zastanowienia się nad najpoważniejszym problemem związanym z umiarkowanym piciem — jest nim ryzyko stania się nieumiarkowanym pijakiem, alkoholikiem. Większość autorów omawiających ryzyko umiarkowanego picia nie uwzględnia ryzyka ponoszonego przez wszystkich, którzy piją alkohol. Ponieważ osoba, która zaczyna dużo pić, nie jest już uważana za pijącą umiarkowanie, więc zostaje usunięta z grupy, której stan zdrowia jest badany. Powoduje to poważne niedoszacowanie ryzyka umiarkowanego spożywania alkoholu. Bardzo ważne jest, aby nie wykluczać z badania umiarkowanych pijących tych, którzy przechodzą do fazy nadużywania alkoholu, ponieważ badania wykazały, że w populacji kaukaskiej 1 na 12 umiarkowanych pijących (8 proc.) stanie się alkoholikiem. W populacji północnoamerykańskich Indian z ryzykiem picia lekkiego do umiarkowanego jest jeszcze gorzej. Aż 21 proc. tak pijących stanie się alkoholikami!

Skąd zatem te wątpliwości co do szkodliwości alkoholu? Z prasy. To ona od jakiegoś czasu twierdzi, że „nauka dowodzi”, iż alkohol pity z umiarem chroni przed chorobami serca, udarem mózgu i innymi nieprzyjemnymi sposobami umierania. Innymi słowy, że umiarkowane picie jest tak samo korzystne dla zdrowia jak jedzenie owoców i warzyw. Czy nauka naprawdę tego dowiodła?

(Nie)wiarygodność dowodów

Staram się być na bieżąco z informacjami o wpływie alkoholu na zdrowie; zarówno z informacjami o dowodach naukowych, jak i opiniami na ten temat publikowanymi w prasie popularnej. I faktycznie prasa ta donosi o naprawdę imponującej liczbie dowodów. W samej prasie naukowej opublikowano ponad 2,5 tys. artykułów na temat umiarkowanego spożywania alkoholu i tego, czy koreluje to z dłuższym życiem. Prawdopodobnie drugie tyle można znaleźć w czasopismach i gazetach. Z ostatnich 87 raportów badawczych, które czytałem, w 84 stwierdzono, że osoby umiarkowanie pijące są mniej narażone na śmierć z powodu chorób serca i udaru mózgu, a wyniki dwóch kolejnych badań były niejednoznaczne.

Zanim pójdziemy dalej, warto zauważyć, że chociaż dowody wydają się liczne, to są one słabej jakości. I inaczej być nie może. Niemal wszystkie te publikacje oparte są na badaniach, w których duża liczba stosunkowo zdrowych osób jest podzielona na dwie grupy: pijących umiarkowanie oraz byłych pijących (którzy całkowicie zrezygnowali z picia). Te dwie grupy są następnie badane 10 lat, 15 lat, a może 20 lat później, aby zobaczyć, jaki procent badanych z każdej grupy nadal żyje. Ilu z pijących okazjonalnie lub umiarkowanie nadal szczęśliwie żyje w porównaniu do liczby byłych pijących (którzy rzucili picie lata wcześniej, w momencie rozpoczęcia badania) nadal żyjących i cieszących się życiem. Jeśli zmarło więcej byłych pijących, to jest oczywiste, że uzna się, iż picie umiarkowane i dłuższe życie są ze sobą jakoś skorelowane.

Ten rodzaj projektu badawczego jest znany jako badanie perspektywiczne, obserwacyjne. Dane, których dostarcza, są uważane przez wszystkich badaczy za niskiej jakości naukowej, ponieważ istnieje wiele innych czynników (zmiennych niekontrolowanych), które mogą mieć wpływ na wynik takiego badania.

Ale jeśli się nad tym przez chwilę zastanowić, lepsza jakość danych jest prawie niemożliwa do osiągnięcia w badaniach dotyczących picia alkoholu, ponieważ nie ma się wpływu na to, kto jest pijący, a kto już nie pije. Ze względów etycznych i prawnych naukowiec nie może powiedzieć komukolwiek z badanych, aby albo zaczął pić, albo pił nadal, albo przestał pić — i takim pozostał przez następne 10, 15 lub 20 lat! W rezultacie wiele innych czynników oprócz alkoholu może mieć wpływ na to, jak długo taka osoba żyje.

W bardziej idealnych okolicznościach ani badacze, ani uczestnicy badania nie wiedzieliby, kto sięgał po alkohol, a kto nie. Jest to tak zwana podwójnie ślepa próba. Stąd jeśli nawet dostępna jest ogromna ilość danych, to ich jakość jest niska i niewiele można z tym zrobić. A to czyni wnioski z tych danych dość niepewnymi, łącznie z wnioskiem powszechnie wyciąganym — że umiarkowane picie alkoholu przedłuża życie.

Ilustracja

Wyjaśnię tę kwestię hipotetycznym przykładem dwóch szkół. Uczniowie w szkole A radzą sobie bardzo dobrze, a uczniowie w szkole B radzą sobie bardzo słabo. Łatwo byłoby stwierdzić, że uczniowie w szkole A mają się dobrze, ponieważ mają lepszych nauczycieli niż uczniowie w szkole B. Ale załóżmy, że przenieśliśmy wszystkich nauczycieli ze szkoły A do B i tych z B do A (czego nie możemy zrobić z naszymi pijącymi i byłymi pijącymi), a uczniowie nadal osiągają te same wyniki. Obnażyłoby to logiczny błąd założenia, że to umiejętności nauczycieli były przyczyną sukcesu uczniów w szkole A, natomiast brak umiejętności dydaktycznych nauczycieli w szkole B był przyczyną kiepskich wyników ich uczniów. Każde rozsądne władze edukacyjne rozważyłyby tezę, że za słabe wyniki uczniów w szkole B jedynie po części mogą odpowiadać słabe umiejętności nauczycieli i że przyczyn tego stanu rzeczy należy też szukać gdzie indziej, na przykład w środowisku domowym uczniów czy poziomie życia ich rodziców.

Fakt, że umiarkowanie pijący żyją dłużej, nie oznacza, że to alkohol wydłuża życie. Pomimo wielu lat badań nad związkiem picia alkoholu z długością życia zawsze wraca kluczowe pytanie: jak to możliwe, by codziennie dostarczana organizmowi dawka toksyny (może nawet łagodnej, ale jednak toksyny) miała wydłużać życie? Przecież to bez sensu. Musi tu działać coś innego. Ale co?

Studium przypadku

Niedawne badania naukowców z Nowej Zelandii dostarczają całkiem wiarygodnej odpowiedzi. Co najmniej od 10 lat wiadomo, że umiarkowanie pijący są zarówno lepiej wykształceni, jak i zdrowsi od osób niepijących. Wielu badaczy podejrzewa, że ten fakt zniekształca pomiary długowieczności. Ludzie, którzy są bogatsi i lepiej wykształceni, są również zdrowsi, a ludzie zdrowsi żyją dłużej. Nowozelandzcy lekarze dokładnie zbadali ten związek. Opracowali nawet bardzo szczegółową ankietę i po przebadaniu trzech tysięcy Nowozelandczyków dowiedzieli się, ile każdy z nich wypił alkoholu i jaki jest stan ich zdrowia, oraz wyliczyli wskaźnik standardu życia. Okazało się, że ilość spożywanego alkoholu niemal idealnie podążała za stanem zdrowia i standardem życia! A dokładnie — ci, którzy pili umiarkowanie, mieli najwyższy standard życia i najlepszy stan zdrowia. Ci, którzy pili nadmiernie, mieli gorsze zdrowie od tych pierwszych i niższy standard życia. Stan zdrowia i standard życia byłych pijących — grupy o najkrótszej żywotności — były najgorsze ze wszystkich tych grup.

Chociaż od prawie dwóch dekad twierdzi się, że alkohol pity umiarkowanie może się przyczyniać do lepszego zdrowia, a zatem również do wydłużenia życia tak pijących, to nikt nigdy nie twierdził, że kilka drinków dziennie zwiększa także poziom życia! Jednak jak potwierdzili nowozelandzcy naukowcy, osoby pijące umiarkowanie cieszą się zarówno lepszym zdrowiem, jak i poziomem życia (lepsza edukacja, lepsze mieszkania, więcej wypoczynku itp.) niż byli pijący.

Co teraz z rzekomymi korzyściami zdrowotnymi, które miałyby płynąć z umiarkowanego picia? Łatwo jest obliczyć, ile lat produktywnego życia straci 8 na 100 pijących, którzy nie zatrzymają się na piciu umiarkowanym i staną się alkoholikami. Ta grupa została dobrze zbadana, a szkody dla ich zdrowia są dobrze udokumentowane. Czy jakakolwiek korzyść może pozostałym 92 proc. umiarkowanie pijących to ryzyko zrekompensować, gdy te rzekome korzyści są jedynie odzwierciedleniem wyższego poziomu życia tej grupy? Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której 8 proc. umiarkowanie pijących, gdy już staną się alkoholikami, odnosi z picia alkoholu poważne szkody skracające ich życie, a pozostałe 92 proc. nie odnosi z tego picia żadnych korzyści! Tak to wygląda.

Czy można to zbadać jeszcze lepiej? Cóż, aby jednoznacznie ustalić, czy umiarkowane picie przyczynia się do zdrowia (bo przecież nie do poprawy poziomu życia!), musielibyśmy dokonać takiej samej zamiany jak we wspomnianych hipotetycznych dwóch szkołach. Wszystkie osoby pijące umiarkowanie musiałyby przestać pić przez co najmniej pięć lat, a wszyscy pijący dużo musieliby pić umiarkowanie przez ten sam okres. W tym samym czasie byli umiarkowanie pijący musieliby obniżyć swój poziom życia, a pozostałe grupy musiałyby podwyższyć swój poziom życia! A pięć lat później należałoby powtórzyć badanie ankietowe, aby ustalić, która grupa jest zdrowsza. Ale takie badanie jest z oczywistych względów niemożliwe.

Umiar a abstynencja

Przeanalizujmy, co wiemy o alkoholu. Wiemy, że ilekroć komórki lub tkanki naszego ciała są narażone na nawet niskie stężenia alkoholu, skutki są prawie bez wyjątku szkodliwe. Wiemy również, że 8 na 100 osób pijących w ilościach nieznacznych do umiarkowanych stanie się alkoholikami. Na ogół nie jest możliwe, by osoba sięgająca po ten pierwszy alkohol wiedziała, czy znajdzie się wśród tych 8 proc. przyszłych alkoholików.

Dla czytelników, którzy jeszcze nie zaczęli pić, pozostaje zasadnicze pytanie: czy powinni zacząć spożywać alkohol ze względu na pewne korzyści zdrowotne, jakie może przynieść jego umiarkowane picie? Odpowiem na to pytanie w ten sam sposób, w jaki prawie wszyscy inni lekarze by odpowiedzieli (oczywiście z wyjątkiem dr. Rubina): nie! Badania mówią nam, że aby odnieść w ciągu całego swego życia jakąkolwiek domniemaną korzyść z umiarkowanego picia alkoholu, trzeba by, pijąc, jednocześnie poprawić zarówno swój styl życia, jak i stan swojego zdrowia. Jako lekarz i naukowiec mogę zapewnić, że jeśli poprawicie obie te rzeczy, to będziecie mogli alkohol całkowicie pominąć — ponieważ poprawa stylu życia i stanu zdrowia znacznie zwiększy wasze szanse na dłuższe i lepsze życie! A rezygnacja z alkoholu sprawi, że zniknie ryzyko stania się alkoholikiem — częścią owej 8-procentowej populacji, która doświadczy raczej krótszego niż dłuższego życia.

Dr Brian Bull

źródło: https://znakiczasu.pl/czy-umiarkowane-picie-jest-dobre-dla-zdrowia/ [Przedruk z „Sings of the Times” 9/2017].

Komentarze

Popularne posty

Niebezpieczne owoce morza

Coraz częściej na polskich stołach goszczą frutti di mare , czyli mięczaki (małże, omułki, ostrygi, ślimaki, ośmiornice, kalmary) i skorupiaki (krewetki, kraby, homary, langusty). Dietetycy chwalą owoce morza ze względu na cenne wartości odżywcze, jednak ich spożywanie może wywołać zatrucia pokarmowe. Spożywanie owoców morza staje się w Polsce coraz popularniejsze, a więc i prawdopodobieństwo zatruć po ich spożyciu wzrasta. Większość zatruć wywołuje negatywne objawy neurologiczne lub ze strony układu pokarmowego. Niektóre mogą być śmiertelne dla człowieka — śmiertelność może sięgać 50 proc. przypadków. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, zatrucia są spowodowane zanieczyszczeniem środowiska życia tych stworzeń fekaliami ludzkimi, w których mogą być obecne bakterie z rodzaju Salmonella lub Clostridium. Po drugie, większość owoców morza to filtratory — działają jak bardzo wydajny filtr wody. Można to sprawdzić, wrzucając małża do akwarium, w którym dawno nie wymieniano wody

O przaśnych chlebach, czyli podpłomykach i macach

W dawnych czasach chlebem nazywano cienki placek - z roztartych kamieniami ziaren, wody i odrobiny soli, wypiekany na rozgrzanych kamieniach. Taki, nazwijmy go dalej chleb, był przaśny (nie podlegał fermentacji) i dlatego określano go słowem "przaśnik". Słowianie takie pieczywo nazywali podpłomykami. Hindusi mówią o nim czapatti, Żydzi maca, a Indianie tortilla. Więc bez cienia wątpliwości rzec można, że chleby przeszłości posiadały zdecydowanie inną recepturę niż dzisiejsze chleby. Nie było w nich przede wszystkich ani drożdży, ani zakwasu. Świeże, przaśne pieczywo jest zdrowe, w przeciwieństwie do świeżego pieczywa na drożdżach czy zakwasie. Przaśne podpłomyki nie obciążają żołądka kwasem i fermentacją. Dziś, wzorem naszych prapradziadów możemy także spożywać przaśny, niekwaszony chleb. Najprostszy przepis na podpłomyki to: wziąć mąkę, wodę i trochę soli. Z tych składników zagnieść ciasto, dodając mąkę w takiej ilości, aby ciasto nie kleiło się do palców. Z kolei r

Jedzmy podagrycznik!

Podagrycznik pospolity 🌿🌿 należy do rodziny selerowatych. W średniowiecznej Polsce sprzedawano jako warzywo na targowiskach. Dziś niektórzy chcieliby wykorzystać go np. do sałatki, ale nie mają pewności, czy zerwą właściwą roślinę, bowiem podagrycznik można pomylić z innymi chwastami. O ile podagrycznik jest chwastem jadalnym, podobnie wyglądają pewne chwasty niejadalne. Myślę, że nabrałam już wprawy w temacie i chcę przekazać podstawowych osiem wskazówek, które upewnią was, że zerwaliście na pewno podagrycznik. Roślina na rozgałęzione kłącze. Listki są pikowane. Podagrycznik posiada trzy grupy liści na łodyżce. Grupa górna ma trzy listki, dwie grupy dolne mają po dwa listki (zwłaszcza młode rośliny), ale mogą mieć także po trzy. Listki nie są ze sobą połączone. Łodyżka nie ma włosków, jest naga. Łodyżka na całej długości ma charakterystyczne wyżłobienie (rowek). Przekrój łodyżki jest trójkątny. Przecięta łodyżka ma charakterystyczny zapach. W zielu podagrycznika w

Czy chrześcijanie mogą jeść mięso?

Jakiś czas temu wpadł na moją skrzynkę pocztową list nawiązujący do wywiadu jakiego udzieliłam kiedyś dla wegemaluch.pl. A w liście pytanie. Poniżej zamieszczam treść listu i moją odpowiedź na niego. Wydaje mi się, że ta korespondencja może zainteresować czytelników bloga, a nawet być może odkrywczą... * ** Szanowna Pani, W wywiadzie „Wegetariańska ścieżka” zaciekawiła mnie Pani wypowiedź, gdzie cytuje Pani Biblię (ja również jestem chrześcijaninem). Być może niewłaściwie ją odebrałem – czy uważa Pani, że chrześcijanie nie mogą jeść mięsa? Gdy czytam Dzieje Apostolskie 10,9-16, znajduję pełne potwierdzenie, że spożycie mięsa (w tym tzw. nieczystego) jest aprobowane przez Pana Boga, a nawet jesteśmy do tego zachęcani („bierz i jedz”). Postrzegam wegetarianizm jako kwestię wyboru stylu życia, przy uwzględnieniu jego wpływu na zdrowie i samopoczucie, ale nie jako jedynej alternatywy dla chrześcijanina, który chce żyć zgodnie z własnym sumieniem. G. Odpowiedź na list:

Witamina B12 - fakty i mity

Nagranie wykładu dr. Romana Pawlaka z USA poświęconego kwestii zapobiegania niedoborom witaminy B12. Wykład odbył się dnia 20 lipca 2013 r. w Poznaniu, w ramach działalności Stowarzyszenia Promocji Zdrowego Stylu Życia. W zdecydowanej większości przypadków okazuje się, że wiedza jaką posiadamy odnośnie witaminy B12 w świetle aktualnych doniesień naukowych jest nieprawdziwa. Niedobór witaminy B12 występuje dość powszechnie na całym świecie. W grupie osób narażonych na jej niedobór znajdują się miedzy innymi weganie (ludzie, którzy nie spożywają mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego), laktoowowegetarianie (osoby, które nie spożywają produktów mięsnych, ale włączają do diety produkty pochodzenia zwierzęcego, takie jak mleko, przetwory mleczne i jajka), osoby po 50 roku życia, niezależnie od ich diety, osoby, które poddały się operacji żołądka lub którym wycięto dolną część jelita cienkiego, a także osoby chorujące na AIDS. Inni, w tym np. osoby chorujące na cukrzycę, a także każ