Przejdź do głównej zawartości

Głos – odbicie duszy. Refleksje o związku psychiki z brzmieniem człowieka

Dzielę się z Wami moją pracą zaliczeniową w czasie studiów. Mimo że od napisania tych refleksji minęło dwadzieścia lat, czuję, że wciąż jestem w drodze i mam jeszcze wiele do zrobienia. 

Nasze ciało jest czułym rezonatorem uczuć. Wszystko, co przeżywamy wewnątrz, znajduje swoje natychmiastowe odbicie w postawie, gestach i wyglądzie. Złość maluje się na twarzy napięciem mięśni i nagłym uderzeniem krwi, a w głosie objawia się niskim, twardym, niemal atakującym tonem. Z kolei radość i wewnętrzny spokój rozświetlają spojrzenie i sprawiają, że głos staje się dźwięczniejszy, wyższy i „otwarty”.

Jak słusznie zauważyła Kristin Linklater: „Głos i emocje muszą iść w parze”. Nie są to byty odrębne – głos nie jest jedynie mechanicznym narzędziem, a emocja nie jest tylko abstrakcyjnym stanem. Ta symbioza jest fundamentem naszej komunikacji już od pierwszych chwil życia. Niemowlę, nie znając jeszcze znaczenia słów, bezbłędnie odczytuje intencje dorosłych po samej barwie i natężeniu dźwięku. Łagodny, śpiewny ton jest dla dziecka bezpieczną przystanią, podczas gdy ton rozkazujący lub ociekający irytacją budzi natychmiastowy lęk.

Lekcja z radiowego studia

Głos posiada niezwykłą moc kreowania wizerunku, który czasem wyprzedza naszą fizyczność. Pamiętam, jak będąc nastolatką, regularnie słuchałam programów Marka Niedźwieckiego. Jego niski, aksamitny i kojący głos budował w mojej wyobraźni obraz człowieka idealnego – fascynował mnie, budził zaufanie i sprawiał, że czułam z nim niemal osobistą więź. Byłam w tym głosie po prostu „zakochana”. Kiedy jednak po raz pierwszy zobaczyłam jego twarz w telewizji, przeżyłam swoisty szok poznawczy. Zrozumiałam wtedy, że to, co mnie urzekło, nie było człowiekiem jako całością, ale właśnie tą unikalną wibracją, która bezpośrednio dotykała moich emocji. To doświadczenie uświadomiło mi, że głos jest autonomicznym bytem, który potrafi opowiadać o nas historie, zanim jeszcze zostaniemy zobaczeni.

Głos jako barometr pewności siebie

Ujawniając swój głos, odsłaniamy naszą najgłębszą intymność. Głos – często wbrew naszej woli – zdradza to, co chcielibyśmy ukryć pod maską opanowania. Jest on unikalny, niczym linia papilarna duszy. Człowiek o wysokim poczuciu własnej wartości zazwyczaj „osadza” głos nisko, mówi śmiało i bez pośpiechu. Osoba wycofana lub niedowartościowana często brzmi tak, jakby przepraszała za to, że w ogóle zajmuje przestrzeń akustyczną – jej głos jest cichy, powściągliwy, często zawieszony w górnych rejestrach świadczących o napięciu. To dlatego rozmawiając przez telefon z przyjaciółką, potrafimy „usłyszeć” jej uśmiech lub dostrzec cień smutku w kącikach jej niewidocznych ust. Głos nie kłamie. Można wyćwiczyć słowa, ale barwa zawsze pozostanie lojalna wobec prawdy o naszym stanie ducha.

Gdy gardło staje się więzieniem

Każdy nierozwiązany konflikt wewnętrzny, stłumiony gniew, wstyd czy lęk potrafi ścisnąć gardło. To fizjologiczna reakcja na stres – mięśnie krtani napinają się, a dźwięk staje się wtedy urwany, nieczysty i stłumiony. Można powiedzieć, że problemy z głosem mogą być echem problemów z samym sobą. Jeśli ktoś nie akceptuje swojego brzmienia, często podświadomie nie akceptuje własnej tożsamości.

Głos to krzywa naszych emocji i odbicie duszy. Proces wydobywania dźwięku zaczyna się głęboko w psychice, przechodzi przez całe ciało, angażując oddech i mięśnie, a na końcu zostaje wyniesiony na światło dzienne, by stać się darem dla drugiego człowieka. To my nadajemy mu życie i koloryt.

Głos to życie

Analiza tego zagadnienia uświadomia, że głos to nie tylko fale dźwiękowe. To odbicie naszej osobowości i najbardziej osobiste narzędzie, jakim dysponujemy. Troska o higienę głosu jest nierozerwalnie związana z troską o higienę psychiczną. Nie da się pracować nad techniką mowy, ignorując to, co dzieje się w sercu. Pozwalając sobie na autentyczny, wolny od napięć głos, dajemy sobie prawo do bycia sobą w pełni – bez masek i bez lęku.

Agata Radosh

Komentarze

Popularne posty

Pieczenie domowego chleba? To jest naprawdę proste! – chlebowe step by step

Fot. P. Kosowski Piotr Kosowski nie jest piekarzem, ale od wielu lat wypieka chleb na potrzeby swojej rodziny – ma wiedzę i doświadczenie. W wielu miejscach propagował pomysł pieczenia chleba w domowym zaciszu. Wierzymy, że po tej krótkiej lekturze przygotowanej przez Piotra, wielu "założy" swoją małą, domową piekarnię. To naprawdę jest proste! Ile kosztuje pieczenie chleba w domu? (podane ilości obliczone są na 3 formy po 2 litry każda) Wersja EKONOMICZNA 1,5 kg mąki pszennej białej – 2,50 0,5 kg mąki żytniej razowej – 2,00 sól, olej, bułka tarta – 0,50 woda, prąd – 5,00 10,00 PLN za ponad 3 kg zdrowego chleba pszenno-żytniego na zakwasie! ~ 3,50 / kg Wersja FULL WYPAS 2 kg mąki orkiszowej razowej – 16,00 siemię lniane, 250 g – 1,50 ziarno słonecznika, 250 g – 1,50 orzechy ziemne, 250 g – 4,00 łyżka miodu – 1,00 sól, olej, bułka tarta – 0,50 woda, prąd – 5,00 29,50 PLN za około 4 kg RAZOWEGO ORKISZOWEGO CHLEBA Z ZIARNAMI na zakwasie! ~ 7,50 / kg ...

Z boreliozą można wygrać

Wywiad z Lilianną Frankowską, prezesem Stowarzyszenia Chorych na Boreliozę , którego misją jest pomagać wszystkim, którzy czują się zagubieni i samotni w swojej chorobie. Agata Radosh: Chciałam porozmawiać o boreliozie, nazywaną też chorobą z Lyme. Maleńki pajęczak zmienia plany tysiącom ludzi, aby nie powiedzieć – niszczy je… Ale zacznijmy od tego, w jaki sposób dochodzi do zakażenia? Lilianna Frankowska: Kleszcze z rodzaju Ixodens ricinus występujące w Polsce, możemy spotkać już nawet w piwnicach, a nie tylko lasach czy łąkach. Są nosicielami wielu patogenów (podobno 140). Jednym z nich są bakterie z rodzaju Borrelia burgdorferi , które bytują i namnażają się w jelitach tych kleszczy. Kiedy kleszcz żeruje na swoim żywicielu, krętki aktywują się i wraz ze śliną przenikają pod skórę człowieka. Przyjmuje się, że do zakażenia dochodzi od 24 do 48 godzin, ale z naszych doświadczeń wynika, że ten czas może być znacznie krótszy. Należy podkreślić, że kleszcze we wszystkich swoich sta...

Niebezpieczne owoce morza

Coraz częściej na polskich stołach goszczą frutti di mare , czyli mięczaki (małże, omułki, ostrygi, ślimaki, ośmiornice, kalmary) i skorupiaki (krewetki, kraby, homary, langusty). Dietetycy chwalą owoce morza ze względu na cenne wartości odżywcze, jednak ich spożywanie może wywołać zatrucia pokarmowe. Spożywanie owoców morza staje się w Polsce coraz popularniejsze, a więc i prawdopodobieństwo zatruć po ich spożyciu wzrasta. Większość zatruć wywołuje negatywne objawy neurologiczne lub ze strony układu pokarmowego. Niektóre mogą być śmiertelne dla człowieka — śmiertelność może sięgać 50 proc. przypadków. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, zatrucia są spowodowane zanieczyszczeniem środowiska życia tych stworzeń fekaliami ludzkimi, w których mogą być obecne bakterie z rodzaju Salmonella lub Clostridium. Po drugie, większość owoców morza to filtratory — działają jak bardzo wydajny filtr wody. Można to sprawdzić, wrzucając małża do akwarium, w którym dawno nie wymieniano wody ...

Czy cholesterol z jajek, mięsa, masła, mleka i smalcu faktycznie nie szkodzi?

Na antenie Polskiego Radia jakiś czas temu ukazała się  rozmowa z gośćmi redaktora Romana Czejarka o "największych mitach żywieniowych", w której dziennikarka Krystyna Naszkowska, autorka książki "Jedz co chcesz. Sąd nad polskim stołem" twierdzi, że wiedza specjalistów, osób mających ogromną wiedzę na temat żywności, często nie przedostaje się do opinii publicznej i dlatego społeczeństwo tkwi w stereotypach. Uważa, że pogląd głoszący, iż cholesterol jest naszym potwornym wrogiem jest największym oszustwem, a jaja możemy jeść w dowolnej ilości, bo są zupełnie nieszkodliwe. Wiele podobnych w treści informacji znajduje się także w Internecie. Można spotkać nawet specjalistów, którzy mają kompletnie odmienne spojrzenie na ten sam problem. To budzi niepewność i brak zaufania do instytucji służby zdrowia, bowiem społeczeństwo oczekuje konkretnych, jednolitych zaleceń. Trzeba pamiętać, że każdego roku towarzystwa naukowe czy grupy robocze z różnych dziedzin publikują...

O przaśnych chlebach, czyli podpłomykach i macach

W dawnych czasach chlebem nazywano cienki placek - z roztartych kamieniami ziaren, wody i odrobiny soli, wypiekany na rozgrzanych kamieniach. Taki, nazwijmy go dalej chleb, był przaśny (nie podlegał fermentacji) i dlatego określano go słowem "przaśnik". Słowianie takie pieczywo nazywali podpłomykami. Hindusi mówią o nim czapatti, Żydzi maca, a Indianie tortilla. Więc bez cienia wątpliwości rzec można, że chleby przeszłości posiadały zdecydowanie inną recepturę niż dzisiejsze chleby. Nie było w nich przede wszystkich ani drożdży, ani zakwasu. Świeże, przaśne pieczywo jest zdrowe, w przeciwieństwie do świeżego pieczywa na drożdżach czy zakwasie. Przaśne podpłomyki nie obciążają żołądka kwasem i fermentacją. Dziś, wzorem naszych prapradziadów możemy także spożywać przaśny, niekwaszony chleb. Najprostszy przepis na podpłomyki to: wziąć mąkę, wodę i trochę soli. Z tych składników zagnieść ciasto, dodając mąkę w takiej ilości, aby ciasto nie kleiło się do palców. Z kolei r...