piątek, 5 sierpnia 2016

Spotkanie ze ślimakiem

Ślimak w mojej wegetariańskiej lodówce?? No, tego jeszcze nie było! Czy to jakiś żart? Wprawdzie brzuchonogi ostatnio mnie prześladują, ale nagie, okupujące mój jarmuż w ogródku. Jednak ten, oskorupiony mięczak o pasiastej muszli, a w dodatku w lodówce, zaskoczył mnie totalnie.

Chciałam przygotować koktajl. Otworzyłam lodówkę z zamiarem wyciagnięcia kartonu z napojem ryżowym. Wyjęłam z lodówki karton, postawiłam na blacie kuchennym i własnym oczom nie wierzyłam... Mały, śliczny ślimaczek z muszlą, z nieśmiało wystawionymi czułkami siedział grzecznie na zakrętce. Po chwili nabrał odwagi i rozpoczął wędrówkę po kartonie.

Skąd ten ślimak wziął się w lodówce? Myśląc, szybko doszłam do wniosku, że ów niepożądany obywatel, najprawdopodobniej ukrył się pomiędzy liśćmi sałaty rzymskiej i w ten sposób przedostał się do lodówki. Ale dlaczego wybrał się na spacer do napoju ryżowego...? Czyżby napój ryżowy był bardziej odżywczy niż sałata rzymska? ;-)

Świadkami sytuacji byli znajomi, którzy tego dnia nas odwiedzili. Na szczęście uwierzyli, że ślimaków nie jadamy ;-). Ślimak wstężyk ogrodowy, bo tak się nazywał, nieźle nas rozbawił. Śmiechu było co niemiara. I fajnie, bo przecież śmiech to zdrowie.

Ostatecznie naszego lodówkowego gościa pożegnaliśmy i przenieśliśmy na trawnik. Być może jest teraz rozweselony, pokonując gdzieś powoli kolejny odcinek drogi do czyjejś lodówki :-).

Agata Radosh
siegnijpozdrowie.org

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze publikowane są po zatwierdzeniu. Jeżeli szukasz swojego komentarza lub odpowiedzi na niego, sprawdź czy wszystkie są wczytane - użyj polecenia "Wczytaj więcej".