piątek, 4 września 2015

Rewolucja w sklepikach szkolnych

1. września rozpoczęła się żywieniowa rewolucja w polskich szkołach. Jest rozporządzenie wykonawcze do ustawy. Czy uczniowie będą zdrowsi?

Przeczytaj artykuł Krzysztofa Ulanowskiego zamieszczony w koszalińskim wydaniu Naszego Miasta.

Zakaz sprzedaży uczniom śmieciowego jedzenia wzbudził pewne kontrowersje. Ale specjaliści widzą w tym szansę na to, że wszyscy staniemy się zdrowsi.

Rozporządzenie ministra zdrowia Mariana Zembali, stanowiące akt wykonawczy do znowelizowanej ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia, stawia kropkę nad i – od 1 września w sklepikach szkolnych nie wolno sprzedawać śmieciowego jedzenia: tłustego mięsa, produktów z dużą zawartością soli, a także słodyczy i napojów z dodatkiem białego cukru. Jeśli mięso to chude, a jeśli słodycze to z miodem. Zalecane są owoce i warzywa oraz pieczywo pełnoziarniste. Zakazane są chipsy, przekąski typu fast food i napoje energetyzujące. Właściciele sklepików obawiają się bankructwa i grożą wzrostem cen. Jednak lekarze i dietetycy chwalą zmiany. Czym skorupka za młodu nasiąknie,tym na starość trąci - przypominają. Liczą też na to, że na zmianie przepisów skorzystają nie tylko dzieci.

EPIDEMIA OTYŁOŚCI

- To na pewno dobre rozwiązanie, zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę, że otyłość wśród dzieci i młodzieży stanowi narastający problem – zwraca uwagę lekarka Dagna Chwarścianek. – Poza tym, jeśli ktoś już nauczy się dobrych nawyków za młodu, na starość będzie mógł pochwalić się zdrowym stylem życia. Zresztą z podobnych powodów należało by promować poważne podejście do lekcji wychowania fizycznego. Dzieci powinny się ruszać – dodaje. Lekarka uważa jednak,że sam ruch w czasie zajęć WF i zdrowa żywność w sklepikach szkolnych to jednak wciąż mało.

- Przydałaby się edukacja zdrowotna na lekcjach – proponuje. – Dzięki temu dzieci dowiadywałyby się jak żyć zdrowo, a potem same mogłyby edukować rodziców.

Czy jednak stare nawyki nie zwyciężą? Uczniowie mogą przecież przynosić niezdrowe artykuły spożywcze z domu, ewentualnie kupować je w sklepach poza terenem szkoły. Jeszcze w czasach PRL-u uczniowie wymykali się przez ogrodzenie po barwione napoje, kupowane u prywaciarza. Zakazy nie pomagały.

- Tak czy inaczej, nowe przepisy powinny ograniczyć i zapewne ograniczą powszechną dziś dostępność śmieciowego jedzenia – uważa Dagna Chwarścianek. – To duży krok naprzód – podkreśla.

STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ

Podobnie uważa promotor zdrowia Agata Radosh, która przypomina, że dieta dziecka powinna być racjonalna, zbilansowana i wolna od szkodliwych substancji.

- Ograniczenie dostępu uczniów do produktów, które zawierają znaczną ilość składników uznanych za szkodliwe dla zdrowia i rozwoju, uważam za strzał w dziesiątkę! – chwali. - Chce się powiedzieć – nareszcie! Produkty o wysokiej zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych, soli i cukru mogą prowadzić do chorób dietozależnych – ostrzega. Nasza rozmówczyni dodaje, że nowe przepisy udzielają wsparcia rosnącej grupie dbających o zdrowie rodziców, którzy w domach ograniczają dzieciom dostęp do śmieciowej żywności. A rodzicom nieprzywiązującym uwagi do diety, dają do myślenia.

- Efektem zdrowego żywienia dzieci jest silniejsza odporność oraz lepsza koncentracja i pamięć. A to przekłada się na sukces dziecka – podsumowuje A. Radosh.

Dodajmy na koniec, że także w szkolnych stołówkach do każdego obiadu serwowane mają być owoce i warzywa. Innymi słowy gonimy Zachód.

źródło: naszemiasto.pl (Koszalin), wydanie z 3 września 2015 r.

3 komentarze:

  1. Ta śmieszna rewolucja mija się całkiem z celem.. Teraz uczniowie nawet w liceum nie mogą napić się w szkole kawy, ani napoju gazowanego, nie wspominając o słodyczach (drożdżówkach również..). Dziecko jak będzie chciało i tak kupi to na co ma ochotę, ale poza szkołą. I tutaj docieramy do kolejnego 'światłego' punktu całego zamieszania, a mianowicie mnóstwo ludzi straciło przez to pracę.. Pozdrawiam kochana Polsko, by żyło się lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci czy mlodziez rzeczywiscie moga zakupic poza szkola to, czego w szkole nie kupia. Mysle jednak, ze pomimo to, ustawa jest sluszna. Szkola powinna poza ogolna edukacja, uczyc jak zyc zdrowiej. Ograniczenie dostepu w szkole do produktow, ktore nie sprzyjaja zdrowiu jest czescia tej edukacji. Jest takze bodzcem do zastanowienia sie nad wyborami zywieniowymi, jesli juz nie dzieci i mlodziezy, to ich opiekunow. Mysle, ze to wyraz braku akceptacji dla smieciowego jedzenia. Podobnie chyba jak rodzic bedacy abstynentem i dzialaczem ruchu przeciwalkoholowego nie toleruje picia alkoholu w swoim domu przez wyrosniete dzieci.

      Usuń
  2. Według mnie dzieci powinno się edukować a nie wprowadzać takie ograniczenia. Widzę po moich małych siostrach, że zamiast myśleć nad zdrowym odżywianiem mają za złe, że ich szkolny sklepik jest zamknięty. Teraz dzieci nie mogą kupić napojów w sklepiku (bo go nie ma) i muszą dźwigać napoje i posiłek na cały dzień w plecaku. Gdy chodziłam do podstawówki miałam zajęcia z gotowania. Myślę, że dobrym pomysłem było by wprowadzenie zajęć, na których dzieci uczyły by się przyrządzać zdrowe i (co najważniejsze) smaczne posiłki. Jak na razie widzę zniesmaczenie dzieci zdrowymi ale mdłymi potrawami ze szkolnej stołówki.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze publikowane są po zatwierdzeniu. Jeżeli szukasz swojego komentarza lub odpowiedzi na niego, sprawdź czy wszystkie są wczytane - użyj polecenia "Wczytaj więcej".