niedziela, 1 września 2013

Kochaj, chwal, doceniaj

"Uszczęśliwianie innych to prawdziwy klucz do
szczęścia - na jego osiągnięcie nie ma innego sposobu".
Jaume Sanllorente
Żyjąc w pędzie dnia i obowiązków często zapominamy, że każdy z nas ma potrzebę bycia kochanym i docenianym. Poza jesienną zadumą nad przemijaniem rzadko przychodzi nam na myśl, że każde życie kiedyś się skończy, a nie wiemy przecież, kiedy ten dzień nadejdzie. Dlatego nie należy czekać na specjalne okazje, by wyrażać swoje uczucia. Należy mówić ludziom, których się kocha i szanuje, że są szczególni i ważni. Zwłaszcza dzieci potrzebują tych codziennych oznak miłości i akceptacji; wyrazów uznania. Powiedz im to, okaż im to, one tego potrzebują.

Wpływ na kształtowanie poczucia własnej wartości ma w dzieciństwie nie tylko dom, ale i nauczyciel. Dlatego wraz z początkiem nowego roku szkolnego niniejszy post dedykuję przede wszystkim rodzicom i pedagogom. Ich zadaniem jest nie tylko przekazywać wiedzę, ale pomóc w zbudowaniu pozytywnego obrazu siebie. Młody człowiek potrzebuje pochwały i zachwytu. Zaspokojenie tej potrzeby daje mu szansę na dojrzałość - jako dorosły nie będzie już domagał się bezwarunkowej akceptacji, narażając się na niezrozumienie i śmieszność.

Niech rodzice i nauczyciele poczucie własnej wartości kształtują w oparciu o bezwarunkową miłość, którą obdarza się dziecko, a wyraża się ona między innymi przez pozytywną ocenę jego wysiłków; im młodsze dziecko, tym bardziej ocena jego pojedynczego działania niejako rozlewa się na cały obraz siebie i dotyka poczucia własnej wartości. Nie trzeba być specjalistą, aby cieszyć się uśmiechem niemowlęcia, podziwiać bazgroły dwulatka, starania pierwszoklasisty, czy muskuły nastolatka. Uczmy się częściej chwalić i podziwiać niż smagać i krytykować. Bądźmy wzorem do naśladowania.

Pewnego dnia nauczycielka poprosiła swoich uczniów, by wypisali na kartce imiona wszystkich kolegów z klasy, zostawiając przy tym trochę miejsca obok imion. Potem powiedziała do uczniów, by zastanowili się nad najmilszą rzeczą, którą mogliby powiedzieć o każdym ze swoich kolegów i by napisali to obok ich imion. Trwało to całą godzinę, zanim wszyscy skończyli, i przed opuszczeniem klasy oddali swoje kartki nauczycielce. W weekend nauczycielka napisała każde nazwisko na kartce i obok niego listę miłych rzeczy przypisanych mu przez kolegów. W poniedziałek każdemu z uczniów oddała jego lub jej listę.

Już po krótkiej chwili wszyscy się uśmiechali. "Rzeczywiście?", było słychać szepty, "Nawet nie wiedziałem, że dla kogoś coś znaczę!" i "Nie wiedziałem, że inni mnie tak lubią", brzmiały komentarze.

Nikt potem nie wspominał już o tych listach. Nauczycielka nie wiedziała, czy uczniowie dyskutowali o nich ze sobą lub z rodzicami, ale to nie było istotne. Ćwiczenie wypełniło swoje zadanie. Uczniowie byli zadowoleni z siebie i z innych.

Kilka lat lat później jeden z uczniów zmarł i nauczycielka poszła na jego pogrzeb. Kościół był pełen przyjaciół. Jeden po drugim z tych, którzy kochali lub znali młodego człowieka, przechodzili obok trumny i oddawali ostatnią cześć. Nauczycielka podeszła jako ostatnia i modliła się przy jego trumnie.
Kiedy tam stała, ktoś z niosących trumnę powiedział do niej: "Czy była pani nauczycielką matematyki Marka?" Skinęła: "Tak". Ten powiedział: "Marek bardzo często mówił o pani."

Po pogrzebie większość szkolnych kolegów Marka zebrało się razem. Byli tam również jego rodzice i wyraźnie czekali na to, by porozmawiać z nauczycielką. "Chcemy pani coś pokazać", powiedział ojciec i wyciągnął portfel z kieszeni. "Znaleziono to, kiedy zginął Marek. Sądziliśmy, że pani to rozpozna". Wyjął z portfela zniszczoną kartkę, która najwyraźniej sklejona, była wielokrotnie składana i rozkładana.

Nauczycielka wiedziała, nie patrząc, że była to ta kartka, na której były miłe rzeczy, jakie koledzy napisali o Marku. "Chcieliśmy pani bardzo podziękować za to, że pani to zrobiła", powiedziała matka Marka, "Jak pani widzi, Marek bardzo to cenił". Wówczas wszyscy dawni uczniowie zebrali się wokół nauczycielki. Charlie uśmiechnął się i powiedział: "Ja też mam jeszcze moją listę. Jest w górnej szufladzie mojego biurka". Żona Hainza powiedziała: "Hainz poprosił mnie, żebym wkleiła listę do naszego ślubnego albumu". "Ja też ciągle mam swoją", powiedziała Monika, "Jest w moim dzienniku".

Potem Irena, inna uczennica, sięgnęła do swojego terminarza i pokazała wszystkim swoją porwaną i postrzępioną listę: "Zawsze noszę ją przy sobie" powiedziała i dodała: "Sądzę, że wszyscy zachowaliśmy nasze listy". Nauczycielka była tak wzruszona, że musiała usiąść i zaczęła płakać. Płakała nad Markiem i nad wszystkimi kolegami, którzy go nigdy już nie zobaczą.

Pomyśl, zbierasz to, co siejesz. To, co wniesiesz do życia innych, wróci do twojego życia. Dawanie i otrzymywanie miłości jest potężnym źródłem dobrego samopoczucia zarówno dla dawcy, jak i biorcy. Czasem wystarczy jeden gest, jedno słowo, jedno ciepłe spojrzenie... Kiedy odnajdujemy głębszy sens życia, kiedy uszczęśliwiamy innych, nasze życie staje się znaczące i siebie warte. I nie ważne czy dotyczy to dziecka, żony, męża, ucznia, nauczyciela. Wszyscy na wskroś potrzebujemy odczuć, że jesteśmy kochani i doceniani.

Agata Radosh
www.siegnijpozdrowie.org

wykorzystano historię zamieszczoną w Internecie

Przeczytaj też:
http://blog.siegnijpozdrowie.org/2012/10/kazdy-rodzic-wiedziec-powinien.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze publikowane są po zatwierdzeniu. Jeżeli szukasz swojego komentarza lub odpowiedzi na niego, sprawdź czy wszystkie są wczytane - użyj polecenia "Wczytaj więcej".